Kemping we Włoszech – co warto wiedzieć?

Kemping we Włoszech – co warto wiedzieć? – główne zdjęcie

Wakacje we Włoszech przypadną do gustu wielu osobom. Świetna pogoda, piękne plaże i mnóstwo ciekawych miast pełnych zabytków przemawiają za wybraniem się do tego kraju. Zamiast nocować w hotelu, można postawić na kemping. Taki typ noclegu ma wiele zalet i jest łatwy do zrealizowania. Co warto wiedzieć o wczasach na kempingu we Włoszech?

Czy kemping we Włoszech to dobry pomysł?

Kemping we Włoszech, zwłaszcza latem, to świetna propozycja. Takie rozwiązanie jest przede wszystkim tańsze od noclegu w hotelu. Dzięki temu w słonecznej Italii zorganizuje się budżetowe wczasy. Można wybrać się na nie samolotem – ta opcja również bywa korzystna finansowo. Zazwyczaj najtańsze są loty z Polski do Mediolanu. Ich aktualne ceny można sprawdzić na stronie https://www.fru.pl/tanie-loty/do-Mediolan-MIL/.

Niższa cena nie jest jedyną zaletą takiego pomysłu na urlop. Włoskie kempingi są bardzo dobrze wyposażone. Dostępne są na nich zarówno domki o wysokim standardzie, jak i parcele pod własny namiot. Oprócz tego na terenie kempingów znajdują się czasem restauracje i bary, a także dodatkowe atrakcje, np. boiska. Najlepsze tego typu miejsca dają też dostęp do parków wodnych pozwalających na doskonałą zabawę.

Gdzie szukać kempingów we Włoszech?

We Włoszech znajduje się naprawdę wiele kempingów i to w różnych częściach kraju. Chcąc znaleźć te najlepsze, można skorzystać z pomocy przewodników turystycznych. Niezawodna okaże się również wyszukiwarka kempingów CampRest, w której znajdziesz różne kempingi we Włoszech.

Warto przy tym wiedzieć, które włoskie kempingi cieszą się największą sławą. Wśród nich można wymienić m.in.:

  • hu Park Albatros – ogromny ośrodek w miejscowości San Vincenzo w Toskanii. Kemping znajduje się tuż przy plaży i daje możliwość skorzystania z basenów, parku rozrywki, placu zabaw, wypożyczalni rowerów czy pogrania w mini golfa lub siatkówkę;
  • Spiaggia e Mare – kemping w Porto Garibaldi, na Riwierze Adriatyckiej. Jest tu opcja korzystania z basenów i uprawiania sportów wodnych;
  • Bella Italia – zlokalizowany nad pięknym jeziorem Garda, co gwarantuje wspaniałe widoki. Na turystów czeka tam m.in. plaża, aquapark i restauracje.

Kempingi można także znaleźć w dużych miastach, które są wyjątkowo atrakcyjne pod względem zwiedzania. Warto wymienić m.in. Campeggio Città di Milano w Mediolanie, Village Camping Flaminio w Rzymie czy Campeggio Campeggio Città di Bologna w Bolonii.

Kemping „na dziko” we Włoszech – czy to możliwe?

Wiele osób lubi nocować „na dziko”, co może być niekiedy dodatkową atrakcją i przygodą. Czy jest to możliwe we Włoszech? Niestety nie. Tamtejsze prawo zabrania rozbijania namiotów czy stawiania kamperów i przyczep w miejscach, które nie zostały do tego przystosowane. Za kemping „na dziko” we Włoszech grozi kara do 500 euro. Istnieją jednak pewne wyjątki. Jeżeli właściciel prywatnej posesji zgodzi się na nocowanie na jej terenie, można to zrobić.

W przypadku kempingu „na dziko” we Włoszech trzeba liczyć się z kontrolami. Dotyczy to zwłaszcza północy kraju i okolicy najbardziej turystycznych miast. Trudno uniknąć tam mandatu. Nie warto więc ryzykować, zwłaszcza że na terenie Włoch jest wiele ładnych i zadbanych kempingów.

CampRest.com
CampRest.com

Portal CampRest stworzyliśmy dla ludzi, którzy cenią wolność i podróżują na własną rękę.

Czytaj także

SłoVWacja, VWęgry by VW T3 Silesia – zdjęcie 1
Relacje z podróży
SłoVWacja, VWęgry by VW T3 Silesia
Kiedy planowaliśmy tygodniowy urlop w 2013 nasze podróżnicze życie i nie tylko zmieniło się całkowicie, bo na świecie pojawili się nowi członkowie rodzin, dwie małe córeczki. Pokusa była większa od zdrowego rozsądku, zresztą dziewczyny skutecznie zaprawialiśmy na zlotach i tak 2 miesięczne i 5 miesięczne maluszki zostały zapakowane na wakacje. Pojechaliśmy w dwa auta trasą: Słowacja - Węgry. Plan był prosty, zajechać tak daleko jak dadzą dziewczyny. Pierwszy dłuższy postój zaplanowaliśmy w Trenczynie na kempingu na wyspie. Lokalizacja bardzo zachęcająca - wyspa na rzece Vah z widokiem na zamek. Malowniczo? Sielanka kończyła się na tym, więc zostaliśmy tam tylko jedną noc, którą panowie skutecznie wykorzystali na degustację piwa w barze na terenie kempingu. Następnego dnia wyjechaliśmy dosyć późno, bo liczyliśmy na to że piwne procenty wyparują, ale jednak  trzeba było zastosować fortel z zamianą kierowcy z pasażerem  Przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów bardzo spokojnie, a później z busa zaczęło być słychać metaliczny odgłos. Czasem przy jeździe z górki, czasem na biegu, czasem na luzie. Szargało nam to nerwy, co gorsza nie dało się tak jechać bez obawy o poważną awarię. Ludzie nieco się dziwili, kiedy przez chwilę jeden z chłopaków biegł z głową przy lewym tylnym kole, bo to z tej części busa dochodził odgłos. Postanowiliśmy zrobić postój na stacji benzynowej, żeby zajrzeć co było powodem zamieszania. Miejsce na postój jak marzenie - stacja, a zaraz obok restauracja - dziewczyny idą do restauracji z maluchami, a chłopaki usuwają awarię. Radość trwała  krótko, bo to okazał się być dom publiczny, a nie restauracja. Toteż dziewczyny w fordzie popijały zimne napoje, obok fruwały szerszenie, a chłopaki walili młotkiem w koło. Po kilku godzinach zapadła decyzja - jedziemy na kemping, gdzie będzie można spokojnie zajrzeć do koła, a w razie czego czekać na posiłki z Polski. Dojechaliśmy do Zwolenia na Słowacji, nooo tu dopiero komuna odcisnęła piętno na kempingach, takich toalet to dawno nie widzieliśmy. Upiorne alejki z kibelków z blachy, słabo oświetlone, przerażające, na kempingu tylko kilka osób, straszy. Nawet nie rozpakowaliśmy się, oby jak najszybciej usunąć awarię i jechać dalej. Kilka telefonów do znajomych, potwierdzenie teorii - to przegub , wniosek - można jechać dalej, ale będzie robiło się coraz głośniej i nieprzyjemnie. Dla rozluźnienia wieczorem postanowiliśmy zrobić sobie kino letnie, wleźliśmy w śpiwory, bo noce już chłodne i delektowaliśmy się oskarową produkcją Wróg Publiczny, dziwny wybór na wakacyjny wieczór, więc rozeszliśmy się niepostrzeżenie do samochodów. Rano panowie dokręcili  łożysko i jedziemy dalej pod Eger ( duże miasto to nasz cel, kemping miał być ładny, nie ma co siedzieć na tym, o który upominają się twórcy tanich horrorów ) tam znajdziemy jakiś sklep albo mechanika. Po drodze zauważyliśmy sklep z częściami samochodowymi, zatrzymujemy się, sprzedawca kieruje nas do mechanika tuż obok, a tam przemiły Węgier - właściciel zakładu zagląda pod busa, potwierdza, że to przegub, pisze na kartce nazwę części po węgiersku i nazwę sklepu, który jest w Egerze i w którym można zamówić część. Dojeżdżamy do Szarvaskő, tutaj ma być nasz docelowy kemping, zniechęceni poprzednimi dwoma, przejeżdżamy przez piękny drewniany most, ozdobiony drewnianymi donicami z kwiatami, przepychamy się z wozem asenizacyjnym i nagle wchodzimy na kemping z wydzielonymi żywopłotem boksami, pięknym budynkiem toalet, wiatą i letnią kuchnią, ścianką do wspinaczek, miejscami na ogniska, jeziorkiem, wodospadem, placem zabaw i hotelem. Na polu kilka samochodów z Polski, Belgii, Węgier. Ufff. jest dobrze, jest czysto i bardzo ładnie. http://www.oko-park.hu/ poza nieco upierdliwą drogą, położoną blisko kempingu, jest super. Stąd robimy autobusowe wycieczki do Egeru, Belapatfalva, Szilvásvárad. Szczególnie polecamy w Szilvásvárad szlak kolejki, warto podjechać na górną stację pod wodospady i wracać pieszo pięknymi ścieżkami. Tutaj na parkingu zjadamy tłustego pączka na słono czyli langosza, kto nie próbował niech żałuje, chociaż wątroba mu to wybaczy, bo jest to istna bomba kaloryczna. W Belapatfalva podziwiamy klasztor, kupujemy obrus od przemiłej Węgierki, która na miejscu hatuje na lnianych materiałach. Z wycieczki z Egeru wracamy z warzywami oraz mięsem i wieczorem dla naszych nowych znajomych z Polski i Belgii robimy prawdziwy gulasz nad ogniskiem. Garnek odpowiedniej wielkości znajdujemy w kuchni kempingowej, rozpalamy ogień w kominku i spędzamy przemiły wieczór z parą Polaków i Belgów. Chłopaki w międzyczasie naprawiają busa. Tak miło mija nam kilka dni, w piątek pakujemy się, bo w sobotę część ekipy wzywają ich obowiązki. Pozostała trójka zostaje jeszcze na kilka dni na Węgrzech, ale przemieszcza się bliżej Budapesztu do miejscowości Papa, gdzie jest ładny kemping http://www.termalcamping.de/a obok baseny termalne - to tutaj jest połowa Niemiec, druga pewnie w Hajduszoboszlo. Załapujemy się na Rajd Hungarian Baja 2013, gdzie Krzysztof Hołowczyc i pilot Andreas Schulz zajęli 2. miejsce, a my taplamy się z córeczką w ciepłych wodach. W podróży z takim małym ludzikiem ważne są inne rzeczy, takie np. jak osobny pokój dla dziecka z wanienką i przewijakiem, czyste toalety i spokojny kemping, a to wszystko tam było zresztą na obu kempingach - na Węgrzech, na Słowacji niestety już nie. Na Węgrzech nam się podobało, chociaż zwiedziliśmy znacznie mniej niż zwykle, za to opanowaliśmy podróżowanie autobusami po obcym kraju z wózkami, torbami, aparatami i innymi przydasiami i nic nie zgubliliśmy. W 2014 planujemy dużo dłuższą trasę i zdecydowanie dłuższy urlop.