Wenecja - poza sezonem

Wenecja - poza sezonem – główne zdjęcie

To bezsprzecznie jedno z najpiękniejszych miast świata. Położone na niemal 120 wyspach, poprzecinane, niczym drobnymi żyłkami, setkami kanałów. Miasto miłości, której symbolem jest rzewna serenada śpiewana przez gondoliera płynącego Canal Grande. Ale także – miasto, które piękno przez wieki traktowało jako obowiązek, sprowadzając w mury swoich pałaców najgenialniejszych artystów włoskiego renesansu, by tworzyli coraz to wspanialsze pałace dla władców miasta-republiki, jednej z najbogatszych w ówczesnej Europie. Dla Wenecji. Wakacje w Wenecji powinny trwać tak długo, aż będziemy mogli poczuć ducha tego miasta. Wbrew turystyce masowej, która pokazuje klientom wersję „instant” tego niesamowitego miejsca, warto przyjechać tu nawet kilkakrotnie, by móc  spokoju podziwiać tu wszystkie pory roku.

serenade-in-venice-davide-gabino-wwwflickrcom-cc-by-ndjpg

Wenecja - republika piękna

Zwiedzanie Wenecji zawsze miało dla mnie pewien mankament – rzadko kiedy mogłam nacieszyć się widokiem miejsca z powodu setek turystów „koczujących” dookoła. Oczywiście, dla nich ja również byłam kolejną „koczującą” (i psującą widok do zdjęcia) – jednak w pewnym momencie naprawdę zamarzyłam, by móc w magicznej Wenecji choć przez chwilę poczuć się sama. I dlatego zaczęłam zwiedzać ukochane miasto poza sezonem! Większość turystów przyjeżdża tu na przełomie wiosny i lata, kiedy dzień jest długi. Ja, dla odmiany, zaczęłam wybierać ostatnie dni października oraz wczesną wiosnę – kiedy pogoda nie jest może najlepsza, ale wierzcie mi, jesienna mgła nad Canal Grande nadaje wtedy temu miejscu wyjątkowy, niepowtarzalny klimat! W ten sam sposób zaczęłam odwiedzać najważniejsze miejsca na mapie miasta. Dzięki temu mogłam mieć pewnego zimowego poranka przepiękny renesansowy Pałac Dożów tylko dla siebie (no, prawie...). Co prawda nie ma szans, by słynne serce miasta – Plac św. Marka – kiedykolwiek było puste, ale w zimne, wczesne grudniowe poranki mogłam tu spotkać tylko mieszkańców Wenecji, którzy rozgrzewali swoje dłonie gorącą capuccino. Kolejną zaletą, jaką miały dla mnie wakacje w Wenecji „off-season” były...stosunkowo małe korki, które zwykle irytują turystów w trakcie przeprawy przez liczne wąskie kanały. Ja co prawda korków nie napotykałam, ale cenę za ten komfort zapłaciło moje gardło, które zapłaciło mi za to wspaniałe przeżycie przeziębieniem. Nigdy jednak nie zapomnę widoków, jakie udało mi się wtedy ujrzeć – to nic, że omijając potężną sylwetkę Bazyliki św. Marka właściwie nie byłam jej w stanie dostrzec zza gęstej mgły – atmosfera tajemniczości i samotności na malutkiej łódce była dla mnie wystarczającą nagrodą!

Campingi w Wenecji

campingi-malibu-beach-13jpg

Jako niezależna podróżniczka zawsze unikałam wielkich hoteli czy pozbawionych charakteru hosteli. Co więcej, nad gwar miasta przedkładam możliwość odpoczynku na łonie natury. Dlatego zastanawiając się, jaki wybrać nocleg w Wenecji, postanowiłam spędzić kilka nocy na campingu. Okazało to się znakomitym rozwiązaniem! Campingi w Wenecji to „republika podróżników” - można tu spotkać ludzi z całego świata. Co więcej, wszelkie udogodnienia dla gości są na najwyższym poziomie – zarówno sanitariaty, jak i oferta sportowa czy animacje dla dzieci. Campingi Malibu Beach pokochałam od razu – bungalow, który wynajęłam ze znajomymi był wygodny i przestronny (tak! Nie trzeba mieć własnej przyczepy!), a położenie tuż nad brzegiem morza z dostępem do plaży sprawiało, że czasami zamiast zwiedzać cieszyłam się spacerem wzdłuż brzegu i świeżym, morskim powietrzem. Camping jest też wyjątkowo przyjazny dla rodzin z dziećmi, które zawsze mają tu do swojej dyspozycji fantastycznie wyposażony plac zabaw, gdzie mogą szaleć, podczas gdy rodzice będą rozkoszować się wszystkim smakami pizzy w znakomitej restauracji.

Wenecja - poza sezonem – zdjęcie 1
Wenecja - poza sezonem – zdjęcie 2
Wenecja - poza sezonem – zdjęcie 3
Wenecja - poza sezonem – zdjęcie 4
A. Żaba
A. Żaba

Kocham podróże to mało powiedziane, to jest po prostu całe moje życie. 80% roku spędzam na skakaniu tu i tam :) 

Czytaj także

Zielona Elba – zdjęcie 1
Ciekawe miejsca
Zielona Elba
Trudno dziś sobie wyobrazić, że wygnanie na przepiękną, porośniętą śródziemnomorską roślinnością wyspę może być karą. Dla Napoleona było to jednak dość dotkliwe, zważywszy na fakt, iż był osobą ambitną i, gdyby mógł, kontrolowałby kilka miejsc naraz, zamiast tkwić na kawałku lądu otoczonym wodą. Tymczasem wystarczy poznać ów kawałek lądu, by francuskiemu cesarzowi bardziej zazdrości niż współczuć. Elba to największa z archipelagu Wysp Toskańskich i trzecia pod względem wielkości wyspa Włoch. Leży na granicy Morza Śródziemnego i Liguryjskiego, a od wybrzeża dzieli ją ok. 10 km. Długa (prawie 147 km) linia brzegowa co roku przyciąga tysiące osób, dla których urlop we Włoszech to czas plażowania. Są tu rozkoszne plaże ze złocistym piaskiem oraz nieprzyjazne dla bosych stóp kamieniste. Do pierwszej grupy należy m.in. Marina di Campo, Fetovaia czy Cavoli, a do drugiej – Capo Bianco i Le Ghiaie. Nie brak na Elbie stromych urwisk, naturalnych przeszkód przed dotarciem do najdzikszych miejsc drogą inną niż morska. Wyspa droczy się w ten sposób z turystą, kusząc, ale i wymagając. Wytrwałych nagradza widokami malowniczych zatoczek, kolorowo barwionych klifów i soczystej zieleni. Elba to także miejscowości z klimatem rybackiej wioski. Kochają ją nurkowie, zarówno początkujący, który mogą eksplorować np. wrak Pomonte, zalegający dno na głębokości 10 metrów, jak i profesjonaliści. Ci preferują miejsca takie jak Capo Stella, gdzie pomiędzy czerwonym koralowcem pływają gładkoskóre mureny. Na lądzie turyści spędzają czas równie ciekawie – na wycieczkach, wspinaczce górskiej i szeregu innych rozrywek (w tym podróż kolejką linową na szczyt Monte Capanne).