Caravaning – dlaczego taka forma spędzania wakacji się opłaca?

Caravaning – dlaczego taka forma spędzania wakacji się opłaca? – główne zdjęcie

Myślicie o wyjeździe kamperem, ale nie jesteście pewni, czy to dobry pomysł? Nie wiecie, czy to się opłaca, czy może lepiej wybrać „tradycyjne” wakacje w hotelu? Spróbujemy Was dziś przekonać, że caravaning jest dla każdego!

Lata temu urlop na kempingu kojarzył się raczej z dość ubogą opcją wypoczynku. Dziś taki styl podróżowania śmiało można nazwać modnym, a kampery widzimy m.in. w filmach znanych youtuberów. Nowoczesny domek na kółkach może mieć luksusowe wnętrze i wyposażenie. Miłośników caravaningu nie trzeba do niego przekonywać. Tym, którzy mają wątpliwości, wystarczy zwykle przedstawić kilka argumentów. Zrobimy to w dzisiejszym artykule.

Caravaning – co to właściwie jest?

Frankia F-line

Pod pojęciem caravaning kryje się podróżowanie kamperem lub autem z przyczepką kempingową. O ile ten pierwszy nie jest jeszcze znany wszystkim, o tyle poczciwa przyczepka przez dekady przywoływała pozytywne wspomnienia tysiącom polskich rodzin.

Współcześnie urlop w kamperze nie ma już wiele wspólnego z tym sprzed lat. Kempingi są świetnie wyposażone, mają mnóstwo udogodnień dla różnych grup wiekowych oraz amatorów różnych aktywności. Nie inaczej jest z tymi, którzy wynajmują parcelę, aby wypoczywać we własnym pojeździe (lub przyczepie). Na terenie kempingu czeka na nich przestronne stanowisko, a dostęp do prądu i wody to już standard. Same kampery znacząco różnią się od starych modeli. Niektóre potrafią zadziwić wystrojem oraz komfortem zapewnianym użytkownikom.

Korzyści podróżowania kamperem

Camping Cikat

Największą zaletą wakacji w kamperze jest niezależność. Takich turystów ogranicza wyłącznie czas oraz fundusze, które planują przeznaczyć na wyjazd. Za granicą muszą sprawdzać, gdzie wolno im się zatrzymywać na nocleg. Z kolei w Polsce posiadaczy kamperów obowiązują takie same zasady jak właścicieli samochodów. Jeśli chcą zaparkować poza wyznaczonym miejscem, mogą to zrobić. Oznacza to, że jeśli jakiś zakątek chwyci ich za serce, nic nie stoi na przeszkodzie, aby stanął tam ich pojazd. Tym samym mogą przywitać wschód słońca z dala od ludzi, gdzieś nad rzeką, brzegiem jeziora albo na skraju lasu. 

Oczywiście jak z wszystkim należy zachować rozsądek. Wcześniej lepiej się upewnić, czy nie parkujemy na terenie prywatnym (bez wiedzy i zgody właścicieli) albo np. w parku narodowym w miejscu niedozwolonym. Blokowanie drogi dojazdowej, zostawianie auta przed szlabanem czy przy drodze leśnej tak, że nie można takiego pojazdu ominąć, jest co najmniej nieroztropne.

Mówiąc o zaletach caravaningu, warto też wspomnieć o możliwości zabrania większego bagażu niż przy podróżowaniu samolotem czy autokarem.

Camp Horyzont

Komu caravaning przypadnie do gustu?

Na pytanie, dla kogo są takie wyjazdy, odpowiemy krótko: dla wszystkich. Na wakacje w kamperze decydują się osoby w różnym wieku, od grupek studentów po seniorów. Niezależne podróżowanie kochają pasjonaci aktywnego wypoczynku oraz rodziny z dziećmi, uwielbiające leżeć na plaży. To doskonała opcja dla tych, którzy chcą zwiedzić jak najwięcej, a także dla tych, którzy pragną doładować baterie w jednym miejscu.

Co może zabrzmieć zabawnie, caravaning sprawdzi się również u... pracoholików. A przynajmniej u ludzi, którzy chcą bądź z jakichś powodów muszą być online nawet na urlopie. Jeśli nie na większości, to na znacznej części kempingów zasięg złapiecie w każdym punkcie. Internet jest łatwo dostępny, więc można realizować obowiązki, mocząc nogi w basenie.

Czy wakacje w kamperze są tanie?

Taka forma wypoczynku może być ekonomiczna, ale może także być kosztowna. To względne, gdyż zależy od wielu czynników. Między innymi, od miejsca, które wybieracie na urlop – jaki to kraj (droższy jak Austria czy tańszy jak np. Bułgaria) oraz kurort (popularny, w atrakcyjnej lokalizacji czy mniej znany, oddalony od głównych atrakcji). Liczy się też pora roku – czy to szczyt sezonu, czy raczej okres, w którym jest spokojniej, a przez to taniej. Wszystko to ma wpływ na ceny parcel proponowanych przez kempingi. Prócz tego musicie pamiętać o benzynie, jeśli planujecie na wakacjach sporo jeździć. Średnie spalanie kampera wynosi ok. 10-13 l/100 km. Na tym nie sposób oszczędzać.

Camping Best Ledro Camping

Koszt pobytu w obiekcie będzie inny w kameralnym ośrodku z podstawowymi udogodnieniami, a inny w miasteczku kempingowym z basenami, strefą odnowy ciała, paroma restauracjami oraz programem animacji. Ci, którzy wolą wydać pieniądze na zwiedzanie, mogą zatrzymać się na stosunkowo tanim kempingu. Będą na nim głównie spać, więc to rozsądny wybór. Natomiast turyści oczekujący komfortu zwrócą uwagę na ośrodki oferujące duże parcele czy glamping oraz długą listę rozrywek.

Kamper własny czy na wynajem?

Domy na kółkach różnią się między sobą wagą i rozmiarami, wyposażeniem oraz komfortem jazdy. Wszystko to oddziałuje na cenę, zarówno wtedy, gdy interesuje Was kamper na sprzedaż, jak i kiedy chcecie go wynająć. Możecie się o tym przekonać, zaglądając do naszej wyszukiwarki. Mamy wiele różnych modeli, więc bez problemu znajdziecie pojazd na wymarzony urlop.

Vannado - targi
Ken.G
Ken.G

Z zawodu pisak, z zamiłowania kociara. Kiedyś zobaczy co jest za Uralem - dobrnie aż do Władywostoku. A póki co, kiedy może, cieszy się słońcem krajów południowej Europy. I też jest fajnie ;)

Czytaj także

Busikiem Po Bezdrożach - część II – zdjęcie 1
Relacje z podróży
Busikiem Po Bezdrożach - część II
Część pierwsza - klik: Busikiem Po Bezdrożach - Bałkany 2015 część I. Nasza leśna dróżka w większości była wyjeżdżona przez maszyny zwożące drewno z lasu po wycince, także pomysł z wypchaniem busika na asfalt okazał się nie do końca tak prosty, jak się nam z początku wydawało. Obmyślony plan polegał na przepchaniu busika, a zarazem ustawieniu go tak, abyśmy mogli sprawnie go pchnąć i wylądować na asfalcie, a następnie wykorzystując opadający teren nawrócić i stoczyć się w dół...Jako, że brak wspomagania oraz opony AT/R wymagały użycia znacznej siły aby wykręcić w miejscu zasiadłem za kierownicą, a Daniel z Łukaszem próbowali mnie wypchać.  Pierwsze pchnięcie było skuteczne, przejechaliśmy około metra, po czym wpadliśmy w koleinę i ponownie utknęliśmy, mokra glina skutecznie uniemożliwiała porządne zaparcie się. Rozkopaliśmy muldę, jako, że busik  był wstępnie nakierowany w dobrym kierunku to zamieniłem się miejscem z Dominiką i próbowaliśmy pchnąć w trójkę, jednak to nic nie dawało. W międzyczasie, gdy chłopaki zabawiali się dalej z rozkopywaniem muldy, ja zająłem się naszym bezpieczeństwem... rozstawiłem na poboczu trójkąt ostrzegawczy, a resztę wyposażyłem w kamizelki odblaskowe. Asia miała za zadanie kręcić się koło trójkąta, tak aby nadjeżdżający kierowcy troszkę zwolnili, tym bardziej, że zza krzaków byliśmy słabo widoczni, a rumuńscy kierowcy lekkiej nogi nie mieli. Udało nam się ponownie pchnąć busa, oraz zatrzymać się metr przed rowem tak, aby mieć szansę z rozpędu przez niego przejechać. Aby ułatwić sobie sprawę, rów wyłożyliśmy kawałkami drewna zebranymi  po wycince oraz kamieniami, a dodatkowo na górę położyliśmy deskę, którą wrzuciłem do auta tuż przed samym wyjazdem z domu w razie gdybyśmy gdzieś się zakopali i trzeba by coś podłożyć... szkoda, że miałem tylko jedną. Nadeszła pora na ostateczne pchnięcie, jednak Tripciak nie chciał ruszyć z miejsca. W międzyczasie z dużą prędkością minął nas tir nic nie robiąc sobie z trójkąta oraz Asi stojącej przy drodze, a Włoch jadący za tirem rozjechał nam swoją Alfą ustawiony na poboczu trójkąt ostrzegawczy robiąc przy tym zza opuszczonej szyby aferę za to, że rozjechał nam trójkąt. Co za gość. Cóż, przynajmniej miłe starsze małżeństwo widząc całe zajście, zatrzymało się i starało nam się pomóc wydostać z opresji. Tym razem już w czwórkę udało się ruszyć busika z miejsca, jednak, gdy koło najechało na deskę, ta się przesunęła, a my wylądowaliśmy ponownie w rowie. Ekstra. Teraz bus już był nie do ruszenia bez pomocy liny. Jednak sposób w jaki mieliśmy wytargać Tripciaka nie do końca mi się podobał. Wyciągnięcie go na wprost odpadało, gdyż na pewno znalazłby się jakiś kierowca rumuńskiego bombowca, który mimo prób chwilowego zatrzymania ruchu próbował by przeciąć rozciągniętą linę między samochodami. Widząc nasze zmagania zatrzymała się również mała ciężarówka z której wyskoczyła młoda ekipa chłopaków. Nasz nowo poznany dziadziuś, który nam pomagał wytłumaczył po rumuńsku o co chodzi, więc chłopaki nie czekali i od razu przystąpili do działania. Podpięli stalową linę i pod kątem 90stopni na pełnej petardzie przeciągnęli Tripciaka przez rów, na nic prośby żeby zrobili to w miarę powoli. Ból dla moich oczu, ale udało się znaleźliśmy się na asfalcie, fakt, że wyciągnęli nas nie w tą stronę co trzeba, mimo tłumaczenia jak mają to zrobić. Szybki uścisk dłoni i każdy pojechał w swoją stronę, a my zostaliśmy na drodze. Jako, że było z górki to stoczyłem się kawałek tyłem do zakrętu, lekko przy tym nawracając, a Daniel z Łukaszem wyczekując odpowiedni moment, gdy z żadnej strony nikt nie nadjeżdżał  pchnęli mnie w przód i byłem ustawiony zgodnie z kierunkiem jazdy. Pozostało tylko stoczyć się kilkaset metrów w dół i zastanowić się, co dalej ?! Najpierw Daniel zdemontował miskę, aby zobaczyć poziom zniszczeń. Dziura była ogromna, nie do połatania, dodatkowo poszły dwa pęknięcia od uderzenia w głąb miski. Z początku był pomysł znalezienia kawałka stali, czy blachy i wklejenia jej na silikonie od środka miski, jednak takie rozwiązanie podziałałby zapewne tylko przez chwilkę, a my stracilibyśmy zapas oleju, którego i tak mieliśmy raptem 2,5l.