Podpory hydrauliczne AL-KO HY4 – system idealny

Podpory hydrauliczne do kampera

Wśród kamperowych dodatków sprzętowych jednym z najbardziej spektakularnych (zarówno kosztowo, jak i funkcjonalnie) z pewnością są podpory hydrauliczne. Wielu producentów klasy premium od lat proponuje je w katalogu akcesoriów/opcjonalnego wyposażenia. Jedno jest pewne – kto spróbuje podróży z podporami, ten na pewno nie będzie chciał się z nimi rozstać.

Geneza problemu jest znana i obejmuje kilka aspektów. Nawet pozornie równe miejsca postojowe często okazują się wymagać korekty – jeździmy wtedy w te i we wte, sięgamy po kliny wyrównujące. Końcowy efekt jest być może satysfakcjonujący jeśli chodzi o „poziom”, jednak nadal przemieszczając się po pojeździe czujemy każde ugięcie zawieszenia. A gdyby tak... stanąć stabilnie, bez „bujania”, móc ustawić pojazd w przechyle by opróżnić zbiornik z wodą szarą, a nawet zważyć pojazd bez wjeżdżania na wagę dla aut ciężarowych? Takie „cuda” umożliwiają nowoczesne podpory niemieckiej marki Sawiko/AL-KO, które chcielibyśmy przybliżyć Wam w niniejszym artykule.

Uniwersalne rozwiązanie dla większości kamperów

Podpory hydrauliczne AL-KO HY4 – system idealny   – zdjęcie 1

System HY4 to rozwiązanie składające się z 4 odrębnych podpór – po jednym mechanizmie na każde koło. To zasadnicza różnica między HY4 a konkurencją – do tego jednak zaraz wrócimy. Jest kompatybilny ze standardowymi podwoziami Fiata (X250/290) oraz pokrewnych konstrukcji z koncernu Stellantis (Citroen Jumper, Peugeot Boxer), Mercedesa, a także – rzecz jasna – konstrukcji ramowych AL-KO. Producent pracuje obecnie nad rozwiązaniem umożliwiającym montaż w nowej wersji Forda Transita. Spektrum kompatybilnych modeli jest szerokie. Maksymalna waga kampera wynosi 6 ton.

W zarysie sterowanie odbywa się za pomocą przewodowego pilota, opcjonalnie mamy możliwość doposażenia systemu w zdalne sterowanie za pomocą aplikacji – to znaczne ułatwienie, ale także platforma pozwalająca na pełne wykorzystanie i monitoring wszelkich funkcji, w jakie wyposażone może być to rozwiązanie. Wiele osób skrupulatnie pilnujących wagi swojego kampera zapewne zada pytanie o wagę zestawu – otóż uśredniona dodatkowa waga, z którą przy instalacji musimy się liczyć wynosi 67-69 kg.

Podpory hydrauliczne do kampera - korzyści

Wybór podpór hydraulicznych dostępnych na rynku nie jest oszałamiający – ponieważ rynek jest niszowy, to i konkurencja nie jest imponująca. Najnowszy system od AL-KO to udany mariaż wszystkich zalet rozwiązań dostępnych na rynku. Podstawowe zalety i szczegóły:

- Brak ingerencji w zabudowę i jej szczelność – w przeciwieństwie do wielu alternatywnych konstrukcji instalacja nie niesie za sobą konieczności wykonania przepustów/perforacji podwozia i zabudowy. Rezygnacja z centralnie zlokalizowanej pompy połączonej za pomocą przewodów hydraulicznych z miechami przy każdym kole to podejście nowatorskie. I tak przy każdym z kół montowana jest osobna pompa z układem sterującym daną podporą. Redukuje to ryzyko wycieku płynów (również wewnątrz pojazdu) i znacznie skraca czas reakcji/poziomowania pojazdu – cały proces trwa poniżej minuty (stanowi to w zasadzie przepaść na przykład w porównaniu z opieszałym  rozwiązaniem E&P HYDRAULICS).

- Intuicyjna obsługa za pomocą pilota – w nim „zaszyto” dwa programowalne przyciski – w praktyce oznacza to, że w mgnieniu oka możemy wybrać predefiniowaną pozycję np. do snu lub opróżniania zbiornika. Zintegrowany czujnik informuje nas ponadto, czy w danym terenie wypoziomowanie pojazdu będzie w ogóle możliwe.

- Wisienką na torcie w specyfikacji systemu podpór AL-KO jest możliwość zważenia pojazdu z dokładnością do 3%. Zalet tej opcji chyba nie trzeba nikomu wyjaśniać. Już podczas pakowania kampera możemy monitorować wagę i uniknąć przekroczenia DMC. W odczycie pomoże nam zdalna aplikacja (dostępna jako opcja) na urządzenie mobilne. Taka funkcja to prawdziwy „sztos”!

- Hermetyczna konstrukcja poszczególnych pomp i układów sterujących przy każdym z kół (klasa szczelności IP66) do minimum ogranicza konieczność wykonywania czynności serwisowych i konserwacyjnych. Ponadto cały układ jest zabezpieczony przed ingerencją z zewnątrz (np. przez dzieci), jednocześnie stanowiąc dodatkowe zabezpieczenie przed amatorami cudzej własności.

- Aby uniknąć obciążenia konstrukcji podpory opuszczane są w parach. Całość podłączona jest do akumulatora rozruchowego, a w przypadku awarii i unieruchomienia zawsze mamy możliwość „uwolnienia” pojazdu i dalszej jazdy korzystając z zaworu awaryjnego.

Na początku artykułu wspomniałem, że kto raz spróbował podróży z podporami, ten nie będzie chciał się z nimi rozstać. Prawda jest taka, że nie tylko nie będzie chciał, ale i nie będzie musiał. Ze względu na konstrukcję i sposób montażu kompletny system możemy zabrać ze sobą i zastosować go w nowym pojeździe. Do tej pory w przypadku większości systemów konkurencji było to momentami arcytrudne i kosztowne (same przewody wymagające wymiany oraz skomplikowany demontaż już były wystarczającą przeszkodą). HY4 to inwestycja, której nie musimy „odżałować” przy odsprzedaży naszego pojazdu i z powodzeniem sprawdzi się w każdym kolejnym aucie.

Podpory poziomujące to genialny system z szeregiem zalet. Prostota obsługi, stabilność niezależnie od sytuacji oraz funkcja ważenia pojazdu to atuty warte ceny tego rozwiązania. Biorąc pod uwagę zwyczajowo przyjęte kwoty za alternatywne rozwiązania o bardziej skomplikowanej (potencjalnie awaryjnej) konstrukcji, równowartość ok. 6 tys. EUR absolutnie nie jest wartością wygórowaną.

Ostatnio uczestniczyliśmy w szkoleniu zorganizowanym przez firmę AL-KO, po którym firma ACK jako pierwsza w Polsce uzyskała autoryzację producenta na sprzedaż i montaż podpór hydraulicznych tej marki.

Jeżeli chcecie wiedzieć więcej na temat samych podpór HY4 i możliwości montażu w waszym kamperze, to skontaktujcie się najlepiej bezpośrednio z firmą ACK Benimar.

Galeria

Podpory hydrauliczne AL-KO HY4 – system idealny   – zdjęcie 1
Podpory hydrauliczne AL-KO HY4 – system idealny   – zdjęcie 2
Podpory hydrauliczne AL-KO HY4 – system idealny   – zdjęcie 3
Podpory hydrauliczne AL-KO HY4 – system idealny   – zdjęcie 4
Maciej Kinal
Maciej Kinal

Najlepiej czuje się w odmęcie branżowych targów i spotkań z pasjonatami. Techniczny freak. W życiu rozebrał na części pierwsze już niejednego kampera. Fan dużych pojazdów, kolarstwa górskiego i podróżowania bez ograniczeń wagowych i finansowych. W CampRest jest odpowiedzialny za wszelkie publikacje w tematach motoryzacyjnych.

Czytaj także

Busikiem Po Bezdrożach - część II – zdjęcie 1
Relacje z podróży
Busikiem Po Bezdrożach - część II
Część pierwsza - klik: Busikiem Po Bezdrożach - Bałkany 2015 część I. Nasza leśna dróżka w większości była wyjeżdżona przez maszyny zwożące drewno z lasu po wycince, także pomysł z wypchaniem busika na asfalt okazał się nie do końca tak prosty, jak się nam z początku wydawało. Obmyślony plan polegał na przepchaniu busika, a zarazem ustawieniu go tak, abyśmy mogli sprawnie go pchnąć i wylądować na asfalcie, a następnie wykorzystując opadający teren nawrócić i stoczyć się w dół...Jako, że brak wspomagania oraz opony AT/R wymagały użycia znacznej siły aby wykręcić w miejscu zasiadłem za kierownicą, a Daniel z Łukaszem próbowali mnie wypchać.  Pierwsze pchnięcie było skuteczne, przejechaliśmy około metra, po czym wpadliśmy w koleinę i ponownie utknęliśmy, mokra glina skutecznie uniemożliwiała porządne zaparcie się. Rozkopaliśmy muldę, jako, że busik  był wstępnie nakierowany w dobrym kierunku to zamieniłem się miejscem z Dominiką i próbowaliśmy pchnąć w trójkę, jednak to nic nie dawało. W międzyczasie, gdy chłopaki zabawiali się dalej z rozkopywaniem muldy, ja zająłem się naszym bezpieczeństwem... rozstawiłem na poboczu trójkąt ostrzegawczy, a resztę wyposażyłem w kamizelki odblaskowe. Asia miała za zadanie kręcić się koło trójkąta, tak aby nadjeżdżający kierowcy troszkę zwolnili, tym bardziej, że zza krzaków byliśmy słabo widoczni, a rumuńscy kierowcy lekkiej nogi nie mieli. Udało nam się ponownie pchnąć busa, oraz zatrzymać się metr przed rowem tak, aby mieć szansę z rozpędu przez niego przejechać. Aby ułatwić sobie sprawę, rów wyłożyliśmy kawałkami drewna zebranymi  po wycince oraz kamieniami, a dodatkowo na górę położyliśmy deskę, którą wrzuciłem do auta tuż przed samym wyjazdem z domu w razie gdybyśmy gdzieś się zakopali i trzeba by coś podłożyć... szkoda, że miałem tylko jedną. Nadeszła pora na ostateczne pchnięcie, jednak Tripciak nie chciał ruszyć z miejsca. W międzyczasie z dużą prędkością minął nas tir nic nie robiąc sobie z trójkąta oraz Asi stojącej przy drodze, a Włoch jadący za tirem rozjechał nam swoją Alfą ustawiony na poboczu trójkąt ostrzegawczy robiąc przy tym zza opuszczonej szyby aferę za to, że rozjechał nam trójkąt. Co za gość. Cóż, przynajmniej miłe starsze małżeństwo widząc całe zajście, zatrzymało się i starało nam się pomóc wydostać z opresji. Tym razem już w czwórkę udało się ruszyć busika z miejsca, jednak, gdy koło najechało na deskę, ta się przesunęła, a my wylądowaliśmy ponownie w rowie. Ekstra. Teraz bus już był nie do ruszenia bez pomocy liny. Jednak sposób w jaki mieliśmy wytargać Tripciaka nie do końca mi się podobał. Wyciągnięcie go na wprost odpadało, gdyż na pewno znalazłby się jakiś kierowca rumuńskiego bombowca, który mimo prób chwilowego zatrzymania ruchu próbował by przeciąć rozciągniętą linę między samochodami. Widząc nasze zmagania zatrzymała się również mała ciężarówka z której wyskoczyła młoda ekipa chłopaków. Nasz nowo poznany dziadziuś, który nam pomagał wytłumaczył po rumuńsku o co chodzi, więc chłopaki nie czekali i od razu przystąpili do działania. Podpięli stalową linę i pod kątem 90stopni na pełnej petardzie przeciągnęli Tripciaka przez rów, na nic prośby żeby zrobili to w miarę powoli. Ból dla moich oczu, ale udało się znaleźliśmy się na asfalcie, fakt, że wyciągnęli nas nie w tą stronę co trzeba, mimo tłumaczenia jak mają to zrobić. Szybki uścisk dłoni i każdy pojechał w swoją stronę, a my zostaliśmy na drodze. Jako, że było z górki to stoczyłem się kawałek tyłem do zakrętu, lekko przy tym nawracając, a Daniel z Łukaszem wyczekując odpowiedni moment, gdy z żadnej strony nikt nie nadjeżdżał  pchnęli mnie w przód i byłem ustawiony zgodnie z kierunkiem jazdy. Pozostało tylko stoczyć się kilkaset metrów w dół i zastanowić się, co dalej ?! Najpierw Daniel zdemontował miskę, aby zobaczyć poziom zniszczeń. Dziura była ogromna, nie do połatania, dodatkowo poszły dwa pęknięcia od uderzenia w głąb miski. Z początku był pomysł znalezienia kawałka stali, czy blachy i wklejenia jej na silikonie od środka miski, jednak takie rozwiązanie podziałałby zapewne tylko przez chwilkę, a my stracilibyśmy zapas oleju, którego i tak mieliśmy raptem 2,5l.