Bory Tucholskie 2014, Piła Młyn i stanica PTTK Nogawica

W sierpniu 2014 roku wybraliśmy się z naszą polską namiotówką - Polsport GK-110 w Bory Tucholskie.
Wyjechaliśmy z Torunia drogą numer 91 w kierunku na Gdańsk, by w Świeciu zjechać na drogę numer 240 w kierunku Tucholi. Minęliśmy Bysław i w miejscowości Szumiąca, przy Zajeździe EWA (parę słów o nim później) skręciliśmy w lewo i zaraz, pierwszą w prawo, w las. Akurat ta droga jest objęta zakazem ruchu, ale całe dzieciństwo tamtędy jeździłem, więc... sami rozumiecie. Tą drogą dojedziecie prosto do miejscowości Zamrzenica, a nakręcając kilka kilometrów dalej - do Piły Młyn. 

Ostatecznie, po krótkim pokręceniu się wokół komina, wylądowaliśmy w stanicy Gostycyn - Nogawica w Pile Młyn (http://pttk-nogawica.pl/index.html).

Skromna miejscówka, kilka domków dla gości, część budynków (główne zabudowania osady) z pruskiego muru, sanitariaty i kuchnia w osobnym budynku. Do tego wiata z dużym grillem i kilka stolików (w tym jeden zadaszony). Pomost, wypożyczalnia sprzętu i chyba ze dwa miejsca na ogniska też się tam znajdzie.
Było naprawdę bardzo miło, a koszt noclegu był śmieszny.

 

5jpg 6jpg 8jpg


4jpg

Polecamy to miejsce na spokojny wypoczynek, chociaż dojazd z głównej drogi traktami leśnymi jest momentami dosyć nierówny (tarka) i wszystko w samochodzie się trzęsie.
Kiedyś na pewno jeszcze się tam wybierzemy! 

1jpg

(zdjęcie z kręcenia się wokół komina, to nie jest droga dojazdowa do stanicy w Pile-Młyn)

2jpg

(zdjęcie z kręcenia się wokół komina, to nie jest droga dojazdowa do stanicy w Pile-Młyn)

3jpg

(do ośrodka dojeżdżamy ubitą drogą leśną, momentami jest tarka)

Miało być jeszcze kilka słów o Zajeździe EWA w  Szumiącej. Bar jest tam odkąd pamiętam. W drodze powrotnej postanowiliśmy zatrzymać się tam na obiad. Przeczucie było dobre. Wybraliśmy smażone pstrągi. Ale było dobre! Świeżo usmażone ryby w mig zniknęły z naszych talerzy.

W drodze do Torunia zahaczyliśmy o Zamrzenicę i kąpielisko w ośrodku OW Leśne Ustronie (http://zamrzenica.pl), a potem o Świecie i znajdujący się tam Zamek Krzyżacki.

10jpg 15jpg

czeczun

czeczun

Pochodzę z Torunia, gdzie również mieszkam i pracuję. Z Żoną podróżujemy po Europie naszym poczciwym Fiatem 125p, od 2016 roku również z przyczepką. W planach mamy już kolejne wyjazdy. Oby tylko zdrowie pozwolił, to naprawdę się najeździmy =D

Czytaj także

Relacje z podróży

Pierwsze poważne jeżdżenie "Złomkiem" - 2010 rok.

Przeglądasz sobie od niechcenia strony internetowe i nagle wpadasz na ciekawą stroną. Ile razy się Wam to przytrafiło? Załozę się, że nie raz!  To samo przytrafiło się mi na początku 2010 roku. Ale zacznijmy po kolei. Mamy styczeń 2010 roku. Siedzę sobie przed komputerem i gapię się w ekran jak przysłowiowa kura w gnat. Parę tygodni wcześniej kupiłem swojego piątego Fiata 125p i chyba szukałem jakichś części. No i masz! W jakiś sposób trafiłem na stronę Złombolu i informację, że w 2010 roku jadą do Azji; dokładnie do Istambułu. Myślę sobie, ale by były jaja gdybyśmy z Chłopakami się tam wybrali. Pomysł troszkę pokiełkował i ciach! Bolima, Spajki i ja, znany jako czeczun mieliśmy zmontowaną Ekipę. Skoro Ekipa była, to kolejnym krokiem było rozpoczęcie przygotowań samochodu. Fiacik zjechał do garażu. Prace mad nim troszkę trwały – przygotowywałem go sam, więc się nie spieszyłem i wszystko robiłem dokładnie. W przypadku Dużego Fiata to się zawsze opłaca. Zbliżał się koniec sierpnia, czyli start Złombola! Emocje i napięcie rosło. W końcu ten dzień! Wyjeżdżam z Torunia do Warszawy. Zgodnie z planem, w sobotę spotkaliśmy się na ulicy Jagiellońskiej, w garażach Stowarzyszenia FSOAUTOKLUB i zabraliśmy się za przygotowania. Ostatnie poprawki, montaż bagażnika na dach, wymiana oleju i regulacja zaworów. W końcu PAKOWANIE.