frape

W Skandynawii - Dania – zdjęcie 1
Relacje z podróży

W Skandynawii - Dania

ORESUND - KOPEHAGA - HELSINGOR - SOROTRASA 200 kmKopenhaga to miasto rowerów, są ich tu i jak się jeszcze przekonamy w Danii pewnie miliony. Gdzie nie spojrzeć tam dwa kółka. Są nawet wytyczone osobne pasy dla nich. Podróż po mieście na dwóch kółkach na pewno jest łatwiejsza niż na czterech. Gdzie nie spojrzeć w prawo, w lewo czy przed siebie wszędzie rowery. Nie dziwi gdyż wiele ulic jest wyłączonych z ruchu kołowego.Choć z drugiej strony podróż samochodem w korku też ma swoje plusy. Jeśli chodzi o możliwość zaparkowania samochodu w ścisłym centrum jest to praktycznie niewykonalne. Natomiast zakorkowane miasto pozwala na swobodne robienie zdjęć pod pozorem stania w korku.

 POMYSŁ NA WEEKEND - Bieszczady – zdjęcie 1
Relacje z podróży

POMYSŁ NA WEEKEND - Bieszczady

TRASA 150 kmPosileni solidnym śniadaniem u naszych przemiłych gospodarzy wyruszamy w dalszą drogę. Im dalej od Krosna miejscami przebłyskuje na polach śnieg. Zbaczamy do Rymanowa, a konkretniej do Zdroju :), gdzie zima coraz bardzie pokazuje swoje pazurki. Niby jest na plusie 8 stopni, ale śnieg i lód leżą tu sobie w najlepsze – trzeba mocno uważać gdzie i jak się stąpa.Ścinamy do Komańczy przez Szczawne. Droga malownicza po delikatnych wzgórzach zatem na brak widoków nie narzekamy. Szczawne, Komańcza, Cisna znamy z letniej pory, teraz tylko przejeżdżamy by jak najszybciej znaleźć się w prawdziwych górkach. Z tym jak najszybciej to tak nie do końca jest, ponieważ już w Komańczy zaczyna na drogach zalegać błoto pośniegowe, a im bardziej na wschód jest go więcej. Powyżej 700 m na drodze leży już regularny śnieg z konkretnymi koleinami. Dobrze, że my na zimówkach. Docieramy do pierwszej przełęczy za Cisną. Zajeżdżamy na parking, ale nie za głęboko, bo przecież ruchu samochodów praktycznie nie ma – 3 minęliśmy od Cisnej. Robimy kawkę, coś słodkiego, a tu jakby z Marszałkowskiej wszyscy się urwali – co minuta wciska się jakieś auto na niewielki aktualnie (bo nieodśnieżony ) parking. Dobra to i my sprawdzimy co ich tu wszystkich ściąga – cudna panoramka :)

POMYSŁ NA WEEKEND - Beskid Niski  – zdjęcie 1
Relacje z podróży

POMYSŁ NA WEEKEND - Beskid Niski

GRYBÓW - ROPA - KWIATON - SMEREKOWIEC - GŁADYSZÓW - PRZEŁĘCZ MAŁASTOWSKA - BARTNE - FOLUSZ - JASŁOTRASA 200 kmZimową porą camperować też się da. Trochę gór jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Jako, że w Bieszczady kawałek drogi jest, na nocleg zatrzymujemy się w Mszanie Dolnej na parkingu za Urzędem Gminy pod kościołem, skąd z samego rana ruszamy na wschód. Już przed Nowym Sączem możemy podziwiać panoramę Tatr – widoczność całkiem niezła, świeci tak zwany „las palmas” :)Jako takie zwiedzanie zaczynamy tym razem od Grybowa, co prawda na rynku parking zatłoczony, ale po zjechaniu z górki tuż za kościołem po lewej, jest inny gdzie udaje nam się zaparkować. Spacer po okolicy, zajrzenie do kościoła na rynku i w dalszą drogę.

POMYSŁ NA WEEKEND - nad morzem cz. 2 – zdjęcie 1
Relacje z podróży

POMYSŁ NA WEEKEND - nad morzem cz. 2

Zaś jadąc dalej wdrapywaliśmy się na jakieś wydmy :)Ale nie samymi plażami człowiek żyje – miasto czasem na trasie się trafi – dzisiaj na tapetę idzie Kołobrzeg. Auto zostawiliśmy w porcie i powłóczyliśmy się wzdłuż wybrzeża. Spotkaliśmy, też żółtego campera na blaszaku na polskich rejestracjach (nieoznakowany). Na Bornholm nie popłyniemy – chcieliśmy wyjść w morze, ale chyba oprócz nas chętnych brak. Port, latarnia, deptak, molo - tu już tłumnie. Podobnie w kierunku wschodnim za molem, gdzie wzdłuż morza ciągnie się ścieżka ruchowa. Kamienny Szaniec – obecnie knajpka – do morsów się z pewnością nie damy zaliczyć, więc zmykamy stąd.

Ubezpieczenia CampRest
podróżuj bez obawUbezpieczenia CampRest
Poznaj ofertę

POMYSŁ NA WEEKEND - nad morzem cz.1 – zdjęcie 1
Relacje z podróży

POMYSŁ NA WEEKEND - nad morzem cz.1

PUSTKOWO - DZIWNÓWEK - DZIWNÓW - MIĘDZYWODZIE - MIĘDZYZDROJE - LUBIN - WAPNICA - WOLIN TRASA 140kmZnaleźć nocleg zimą nad morzem…nie lada sztuka. Udało się w Pustkowie. Mocno nas zaskoczyło, gdy skręciliśmy tam z głównej drogi – a tu bajecznie oświetlona miejscowość. Wyjazd niestety nie camperkiem czego po kilku kursach z bagażami do pokoju prawdę mówiąc trochę żałujemy, ale zimno brrr więc poświęcić się trzeba :)  Pogoda niestety nie dopisuje od rana leje, to kwitniemy w pokoju. Przed południem już tylko pada więc ruszamy w rejs. Dziś kierunek zachód. Zaczynamy od Dziwnówka. Praktycznie żywego ducha, ale jest morze to chociaż z nim się przywitamy.

POMYSŁ NA WEEKEND - CZECHY  – zdjęcie 1
Relacje z podróży

POMYSŁ NA WEEKEND - CZECHY

BOUZOV - PRAHA 215 kmDługi listopadowy weekend…. No może nie aż taki długi, ale wystarczający by wpaść do Czech. Camperki spakowane – tym razem jedziemy ekipą w różnych konfiguracjach – w porywach od 1do 4 :). W piątkowe popołudnie udaje się przebić przez zatłoczone polskie drogi i już po dwóch godzinach powolnej jazdy możemy w końcu wyprostować kości na czeskich drogach – oczywiście w rozsądnym zakresie prędkości, bo wiadomo jak nas lubi ichniejsza policja. Autostrady omijamy szerokim łukiem i kulamy się po górach – szkoda, że po zmroku, ale przynajmniej na drogach totalne pustki – jak to w Czechach po zmroku bywa :) Po kilku godzinach jazdy podjeżdżamy na parking pod zamkiem Bouzov – nawigacja co prawda chciała przeprowadzić nasze auta schodami, ale byliśmy uparci i jednak wybraliśmy jezdnię. Pewnie dzięki temu spotkaliśmy się z czeskim camperem, który jak się okazało również zmierzał w to samo miejsce. Jako, że jest po sezonie parking świeci pustkami – nie narzekamy – będzie więcej miejsca dla nas. Z parkingu prowadzi ścieżka do zamku – jednak dziś już tam nie zajrzymy, schodzimy nią do wioski (trzeba będzie potem pod gorę wrócić – ciekawe czy znajdzie się chętny na podwózkę :) Wieczorem w wiosce pustki czynna jest jedynie restauracjo/knajpka w hotelu. Będzie kolacja. Rozsiadamy się wygodnie bierzemy menu – jakieś takie cienkie jest (specjalne na weekend). Spoglądamy dokładniej – a tam gęsina na dziesięć sposobów – i to wszystko co mają w menu – szkoda, z kolacji nici. Zadowalamy się jedynie napojami i z powrotem drepczemy pod górkę. Na parkingu okazuje się, że dojechał jeszcze jeden kolega…. Trochę mży…. Jutro będzie kolejny dzień…. Wyspani (po tym jak do snu kołysał nas deszcz, a rano witał bębnieniem o dach), pojedzeni udajemy się pomiędzy kroplami do zamku (http://www.hrad-bouzov.cz/ ).  Stukamy do jego bram…. Możecie przyjść na 11 bo teraz po sezonie to tylko czasem oprowadzamy – ok, zadowolimy się kawką/herbatką w knajpce. Jedenasta wybiła tym razem otwarte. Kupujemy bilety (posezonowo 120 koron) i wchodzimy na dziedziniec. Tam wita nas przewodniczka wprowadza do zamku, przekazuje co wolno a co nie:) i oddajemy się godzinnemu zwiedzaniu. A co widzieliśmy i mogliśmy przekazać ( w środku nie wolno robić zdjęć) pokażemy poniżej…. Po zwiedzaniu już w potrójnym pakiecie jedziemy do stolicy. Tym razem jazda górkami dostarcza więcej doznań niż wczoraj – wiemy dokąd jedziemy. Zdecydowaliśmy się omijać drogi płatne, a nasze nawigacje mają rozbieżne propozycje (jak to zazwyczaj bywa) udaje się nam pokluczyć też wąskimi wiejskimi dróżkami zanim wpadniemy na obwodnicę Pragi (przekreślona winieta) i po przejechaniu nastu kilometrów wjechać na wyspę gdzie znajduje się nasz camping (Caravan Camping Císařská Louka). Miejscówka fajna z ładnym widokiem na miasto. W linii prostej do Mostu Karola około 4km. Jednak by dostać się do miasta trzeba, albo przepłynąć na drugą stronę :) lub wsiąść w tramwaj 14 i po 20 minutach zawitać na Vaclavskie Namesti. Najwygodniej kupić 24 godzinny bilet (110 koron) na wszystkie środki transportu po Pradze i można dowolnie szaleć po mieście…. co wkrótce sprawdzimy

ALPEJSKIM SZLAKIEM – zdjęcie 1
Relacje z podróży

ALPEJSKIM SZLAKIEM

Mamy tydzień wolnego, a w sumie 9 dni – trzeba coś zrobić z tak pięknie zapowiadającym się wolnym czasem. Planowaliśmy skoczyć do Chorwacji, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się pojechać tam w czasie wakacji. Był włoski pomysł dookoła wybrzeżem, ale zdecydowanie za mało czasu. Dlatego ostatecznie zdecydowaliśmy się na Alpy. Wszystko spakowane – jedziemy. Przejeżdżamy przez Czechy, a granicę z Austrią przekraczamy w niewielkiej miejscowości Reinthal – niedaleko Breclav (uwaga przejazd jedynie poniżej 3,5T). Przejazd bocznymi dróżkami jakże różni się od głównych dróg. Spokojnie, ruchu brak a małe miejscowości mają swój urok. Docieramy do głównej drogi prowadzącej z Mikulova. Na pierwszej możliwej stacji kupujemy winietę – gdyż dalej wjeżdżamy już na autostradę, która z dnia na dzień jest coraz bliżej czeskiej granicy. Często przejeżdżamy przez Wiedeń, lecz zawsze obwodnicą. Tym razem decydowaliśmy się poświęcić mu trochę więcej czasu. Osiołek niewielki dlatego, po zrobieniu rundki wzdłuż pięknego, modrego Dunaju parkujemy w okolicach parku miejskiego i ruszamy na spacer wiedeńskimi uliczkami. 

ANDORA  2009 – zdjęcie 1
Relacje z podróży

ANDORA 2009

Mamy do wyboru drogę wzdłuż hiszpańskiego wybrzeża – czyli kolejne plażowanie na dość zatłoczonych w tej okolicy plażach, lub no właśnie lub, przejazd przez Andorę.Długo się nie zastanawiamy bo wybrzeże już trochę znamy, a w Andorze nigdy nie byliśmy no i pogoda dziś niezbyt na plażowanie. Wręcz pochmurnie i burzowo, a Andora poza przyrodą i górami kusi dodatkowo cenami paliwa, campingów no i innych produktów. Tak głęboko w głąb Hiszpanii jeszcze się nie zapuszczaliśmy – a i pogoda w górach jakby lepsza. Tak to zdecydowane był dobry pomysł.   Z wjazdem do Andory od strony Hiszpanii nie było problemów – rzucili okiem na paszporty o nic nie pytali. Za granicą rzuca się w oczy środkowy pas drogi, który przeznaczony jest do ruchu w dwie strony – w zależności od natężenia ruchu pali się czerwone lub zielone światło. W pobliżu jest również stacja benzynowa, mocno oblegana – ciekawe dlaczego. A niedaleko – zresztą jak prawie wszystko w tym niewielkim kraju – jest centrum handlowe, w którym można spędzić trochę czasu buszując pomiędzy półkami. Kilka kilometrów dalej leży stolica Andora La Vella. Zatrzymujemy się na parkingu przy McDonaldzie, który oferuje darmowy parking na czas posiłku i chwilę wytchnienia. Jemy i idziemy na obchód niewielkiego miasta. Kręcimy się chwilę po okolicy, ale zabytków nie ma tu wiele, można natomiast zapoznać się z tutejszą architekturą.   Andora to niewielki kraj, ale ile ma do zaoferowania. Zabytki może niekoniecznie bo nic szczególnego nie rzuciło nam się w oczy, ale te góry – cudne. Gdzie nie spojrzeć tam jakiś szczyt – raj dla naszych oczu. Jako, że wszędzie blisko, jedziemy trochę rozejrzeć się po górkach. Na nocleg zatrzymujemy się na campingu i podnóża gór. Camping leży przy głównej drodze – ale ruch w tym kraju z dala od granicy jest taki wielki, że nawet tego nie zauważamy. Obsługa przemiła no ta cena – ułamek tego co w Hiszpanii. Jutro może wybierzemy się na jakiś szczyt….

Gotowe trasy dla kamperów
e-bookiGotowe trasy dla kamperów
Zobacz e-booki

BAŁKANY OSIOŁKIEM - ALBANIA 2011 – zdjęcie 1
Relacje z podróży

BAŁKANY OSIOŁKIEM - ALBANIA 2011

Przygoda z Albanią zaczęła się dość nietypowo. Podjeżdżamy do przejścia granicznego w Sukobin-Muriqan. Po przeczytaniu różnych informacji dotyczących wjazdu samochodem do Albanii, co przypilnować, jakie papiery musimy wypełnić i odebrać na granicy a potem je trzymać aż do wyjazdu, pierwsze miłe zaskoczenie.MARIQAN - SZKODRA - LEZHE - KRUJE TRASA 100kmAlbania chyba doszła jednak do wniosku, że za dużo formalności odstrasza i teraz jedynie spisują numer rejestracyjny samochodu – do paszportu nawet nie zaglądają, tylko każą jechać dalej. No właśnie i tu problem, policjant spisał numer rejestracyjny i pokazuje jechać dalej, a tu nasz osiołek bryka. Bryka czyli, znów wyskoczyło nam coś z biegami i zostaliśmy z „3 i 4”. Podjeżdżamy kilka metrów i konsternacja co robić dalej. Ponieważ podobna sytuacja zdarzyła nam się już wcześniej wiemy jak ręcznie uruchomić pozostałe biegi, ale to dopiero początek naszego wyjazdu więc co dalej, wracać do Czarnogóry czy jechać dalej. Albańskiego nie znamy ani słowa. Podchodzi jednak do nas ktoś, zagląda pod maskę i tłumaczy w ogólnie rozumianym języku, że za 5 km jest warsztat. No to z duszą na ramieniu jedziemy. Po mniej więcej 5 km faktycznie jest coś, ale po wjechaniu na plac i rzuceniu okiem „co tu dają” okazuję się, że co najwyżej możemy opony wymienić. No nic – ręczne wrzucenie biegu i jedziemy. Dojeżdżamy do miejscowości – warsztatu ani widu ani słychu. W końcu mała niepozorna wiata – warsztat. Tak tylko jak się dogadamy skoro oni tylko albański. Szczęście w nieszczęściu akurat jest u nich Serb – więc on po swojemu my po swojemu no i tłumaczymy co i jak. Poprzednio wymiana tego elementu przysporzyła nam nie lada wrażeń więc i tym razem jesteśmy pełni obaw, ale tu sprawdza się powiedzenie – im biedniejszy kraj tym ludzie bardziej potrafią sobie radzić. Mechanik rzuca okiem pod maskę, za chwilę wraca z „paskiem do gazu” i jak gdyby nigdy nic wsadza ręce „na gorący silnik” 5 minut i gotowe. Mówi jednak, że kilka kilometrów dalej w Szkodrze są sklepy, że może tam znajdziemy element. Szczęśliwi jedziemy dalej.
z1